Mrozy w ostatnich dniach dają się we znak. A sama myśl o wyjściu z mieszkania sprawia, że robi mi się zimno. Plusem całej tej sytuacji jest utrzymujący się śnieg, który uwielbiam! Jednak nie ukrywam, najmilej podziwiam go zza okna;) Moim zimowym must-have jest wełniany sweter, buty typu EMU Australia, ocieplana kurtka, ale także kosmetyki, które ratują skórę przed siarczystym mrozem. Poniżej przedstawiam Wam mój niezawodny krem do twarzy, kojący balsam do ciała, a także produkt do zadań specjalnych!
Nie lubię nakładać warstw kremów, eliksirów, serum itp., więc moja poranna pielęgnacja jest ograniczona do minimum. Po umyciu twarzy stosuję wyłącznie jeden kosmetyk nawilżający, który już od półtora roku troszczy się o moją skórę. Mowa o kremie Revox B77 Just Daily Sun Shield z filtrem SPF 50. Nie będę się rozpisywać, jak ważne jest stosowanie kremu z filtrem przez cały rok, ponieważ pewnie dla każdego jest to już oczywiste. Skupię się jednak na mojej subiektywnej opinii. Mam cerę mieszaną, więc odpadają natłuszczające, ale również zbyt wodniste kremy do twarzy. Revox ma lekką konsystencję, a jego zapach kojarzy mi się z budyniem. Nie jest to zapach słodki, lecz delikatny i szybko ulotny - produkt po nałożeniu na skórę jest już niewyczuwalny. Niewielka ilość wystarczy na pokrycie całej skóry. Ten krem cenię sobie za idealną bazę pod makijaż. Często zmieniam kosmetyki do makijażu, a nie miałam historii ze zważonym podkładem, który prezentował się mało estetycznie. Nawet gdy jest na dworze bardzo zimno i mroźno, nie miałam przesuszonej cery, co jest ogromnym plusem. Nie podrażnił mojej skóry, nie zapchał porów - pod względem pielęgnacyjnym oceniam go bardzo pozytywnie! Stacjonarnie jest dostępny w drogerii Hebe - i z tego co zaobserwowałam, często można go tam zakupić w jakiejś ciekawej promocji.
Skóra twarzy jest wystawiona bezpośrednio na mróz, ale pielęgnacja innych partii ciała jest równie istotna. Moim tegorocznym odkryciem jest balsam, który otrzymałam w prezencie na Boże Narodzenie. Regenerujący balsam do ciała od marki Hagi o zapachu korzennej pomarańczy. To produkt polskiej marki, która tworzy naturalne kosmetyki do ciała. Nie będę ukrywać, że trochę bałam się tego zapachu, ponieważ nie do końca przepadam za takimi typowo świątecznymi kosmetykami, które mają mdły zapach pierniczków, cukierków, grzanego wina itd. Żeby była jasność - lubię te zapachy, ale jako jedzenie ;) Balsam Hagi jest delikatnie słodki z wyczuwalną pomarańczą, jednak przełamany ostrym zapachem i to bardzo pasuje do zapachu kosmetyków. Produkt stosuję głównie podczas wieczornej rutyny pielęgnacyjnej, a w ciągu dnia lubię kremować nim dłonie. Są miękkie, zadbane i nie aż tak podatne na pękanie, gdy w zimny dzień zapomnę rękawiczek.
Trzecim niezbędnym produktem, bez którego nie wyobrażam sobie zimy, jest Cremobaza 30%. To produkt na bazie mocznika, który świetnie radzi sobie z grubszą skórą np. na kolanach, łokciach itd. Nie znalazłam jeszcze drogeryjnego produktu, który tak porządnie nawilża i regeneruje w szybkim czasie. Z tego, co widziałam, są również inne wersje Cremobazy, nawet do skóry twarzy.
Copyrights © 2024 Dailym.pl Wszelkie prawa zastrzeżone
Copyrights © 2024 Dailym.pl Wszelkie prawa zastrzeżone