Witryny sklepowe błyszczą, balkony zamieniają się w miniaturowe scenografie świetlne, a w galeriach handlowych unosi się ten charakterystyczny „zapach świąt” - mieszanka igliwia, cynamonu i… marketingu zimowego sezonu. To oznacza tylko jedno - przyszedł grudzień!
I choć dekoracje świąteczne traktujemy dziś jak coś absolutnie naturalnego, kilka tygodni temu złapałam się na tym, że właściwie nie wiem: kiedy to wszystko się zaczęło? Kto postanowił, że grudzień musi wyglądać jak bajka? Od jakiego momentu ozdoby zaczęły przypominać małe dzieła sztuki, a nie tylko symbol tradycji?
Lubię sobie czasem poczytać o takich rzeczach i tym razem zupełnie mnie to wciągnęło. Okazało się, że cała ta świąteczna estetyka ma dużo dłuższą historię, niż mogłoby się wydawać - taką naprawdę związaną z modą, zmianami społecznymi i naszą potrzebą, żeby w środku zimy było choć odrobinę piękniej.
Zanim w naszych domach pojawiły się szklane kule, brokat i girlandy, dekoracje świąteczne były niezwykle skromne. W XVI-wiecznych Niemczech wieszano na drzewku: jabłka (symbol życia), pierniki, orzechy oraz ręcznie wycinane ozdoby z papieru.
Prawdziwy przełom nastąpił w połowie XIX wieku w miejscowości Lauscha w Turyngii. To tam rzemieślnicy zaczęli produkować pierwsze szklane bombki. Początkowo robiono je ze szkła dmuchanego nad płomieniem lampy olejowej - delikatne, nieregularne, każda z osobnym charakterem.
Dopiero gdy firma Woolworth zaczęła importować ozdoby z Niemiec do Stanów Zjednoczonych, bombki stały się prawdziwym globalnym trendem. W latach 80. XIX wieku w amerykańskich gazetach pojawiały się pierwsze reklamy zachęcające do kupowania „nowoczesnych ozdób w stylu europejskim”.
To właśnie wtedy magia świątecznych dekoracji zaczęła się upowszechniać.
Jeśli dziś zachwyca nas to, jak wygląda Plac Piłsudskiego, Piazza del Duomo czy Oxford Street w grudniu, warto wiedzieć, że wszystko zaczęło się od jednego człowieka - Edwarda Hibberda Johnsona, przyjaciela Thomasa Edisona.
W 1882 roku owinął on swoją choinkę… 80 kolorowymi żarówkami. W Nowym Jorku wywołało to sensację.
Trzy dekady później elektryczne lampki były już stałym elementem świąt w Nowym Jorku, Londynie, Berlinie, Chicago.
Do historii przeszły zwłaszcza pierwsze iluminacje Macy’s - domu towarowego, który w latach 20. XX wieku traktował dekoracje świąteczne jak spektakl. To tam narodziła się tradycja ogromnych witryn świątecznych, które ściągały tłumy.
W Europie podobną rolę odegrały: Harrods w Londynie, Printemps i Galeries Lafayette w Paryżu oraz KaDeWe w Berlinie.
To właśnie wielkie domy towarowe sprawiły, że dekoracje stały się częścią kultury wizualnej - czymś, o czym pisały gazety i co podpatrywały miliony.
Gdy mówimy o komercjalizacji świąt, nie da się pominąć reklam z lat 30., w których Coca-Cola wykreowała wizerunek Świętego Mikołaja, którego znamy dziś: rubasznego, ciepłego, czerwono-białego. Wbrew popularnym mitom nie wymyślili czerwonego stroju, ale nadali mu ostateczny ikonograficzny kształt.
Wraz z rozwojem telewizji święta stały się sezonem marketingowym numer jeden - a dekoracje zaczęły zmieniać się w modę.
To wtedy zaczęły pojawiać się: bombki w stylu art déco, lametki, plastikowe łańcuchy, papierowe gwiazdy 3D i oczywiście sztuczne choinki.
W latach 50. i 60. sklepy takie jak Sears, JCPenney, Marks & Spencer czy Woolworths wydawały specjalne katalogi świąteczne, pełne inspiracji dekoracyjnych. Były czymś w rodzaju papierowego Pinteresta.
To, co kiedyś robiły domy towarowe, dziś kontynuują galerie handlowe. Wśród najbardziej efektownych świątecznych aranżacji ostatnich lat wyróżniają się:
Westfield London (Wielka Brytania) - znane z gigantycznych instalacji świetlnych i tematycznych stref foto,
Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie – monumentalna choinka od Swarovskiego ustawiana co roku pod przeszkloną kopułą,
Galeries Lafayette w Paryżu - ich choinka to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Europie w grudniu,
Macy’s Herald Square w Nowym Jorku - nadal wyznaczający trendy w dekoracjach, zwłaszcza dzięki tematycznym witrynom,
Harrods - który co roku tworzy zupełnie nową opowieść świąteczną, niejednokrotnie we współpracy z luksusowymi markami jak Dior czy Tiffany.
To właśnie te miejsca wyznaczają dziś tendencje, które później widzimy w sklepach wnętrzarskich, modzie sezonowej i… na Instagramie.
Ostatnio zastanawiałam się nad tym dłużej niż zwykle i doszłam do wniosku, że robimy to po prostu dlatego, że lubimy, gdy w grudniu dzieje się trochę więcej. Gdy coś błyszczy, miga, ociepla nastrój. Świat na moment zwalnia, a my wchodzimy w ten szczególny klimat, który pojawia się tylko raz w roku ☺️
I mam takie poczucie, że kiedyś świąteczne dekoracje miały w sobie więcej magii, choć były o wiele skromniejsze. Pamiętam ozdoby, które wcale nie były idealne, ale miały jakiś niezwykły urok. Dzisiaj możliwości jest mnóstwo, półki uginają się od wszystkiego, co śpiewa, świeci i miga w każdym kolorze - i jasne, to też ma swój urok. Ale czasem trudno w tym przepychu dostrzec tę dawną, spokojniejszą atmosferę.
Nie chcę jednak narzekać, bo nadal uwielbiam patrzeć, jak miasta i galerie handlowe rozświetlają się przed świętami. W tym roku po prostu bardziej zwracam uwagę na to, co jest naprawdę ładne, a nie koniecznie najbardziej efektowne. Może to kwestia nastroju, może zmieniającego się gustu - ale trochę tęsknię za dekoracjami, które miały w sobie coś subtelnego, nawet jeśli powstały z kilku gałązek i dwóch bombek.
Copyrights © 2024 Dailym.pl Wszelkie prawa zastrzeżone
Copyrights © 2024 Dailym.pl Wszelkie prawa zastrzeżone